Mecze
Ostatni

Relacja

Następny


Tabela




















Lewart Lubartów - Unia Bełżyce 2:2 (1:1)

Dwa razy musieliśmy gonić wynik i udało nam się zremisować, choć taki rezultat raczej jest sukcesem Unii - komentuje Przemysław Delmanowicz, trener Lewartu. - Mogliśmy zdobyć więcej bramek, prowadziliśmy grę i... nadziewaliśmy się na kontry gości. Kilka razy i w naszym polu karnym zrobiło się niebezpiecznie. Prowadzenie dla Unii zdobył strzałem z rzutu wolnego Mariusz Adamczyk. Wyrównał strzałem z 25 metrów Michał Serwin, a piłkę podawał Łukasz Goździcki. Przyjezdni jeszcze przed przerwą mogli poważnie przechylić szalę na swoją korzyść, jednak sytuacji sam na sam nie umieli wykorzystać Rafał Samolej oraz dwukrotnie Krzysztof Kaczor. Dopiero za trzecim razem temu drugiemu udało się oszukać Grzegorza Gajosińskiego.

Lewart też nie grzeszył skutecznością. Dwie bardzo dobre okazje dla nas zaprzepaścił Bartłomiej Stępniak, który najpierw główkował z 5 metrów nad poprzeczką, a potem po podaniu Marka Ocha nie trafił do pustej bramki - uzupełnił szkoleniowiec lubartowian. Do remisu doszło w 78 minucie, kiedy po zagraniu piłki ręką przez jednego z obrońców, rzut karny wykorzystał Tomasz Mitura. - Szkoda bo mogliśmy nawet zwyciężyć - uważa Henryk Kamiński, trener Unii. - Mamy kłopoty z zdobywaniem goli, ale teraz przynajmniej stwarzamy okazje. Wcześniej i z tym było trudno. Zagraliśmy bez Rafała Wężyka i Marcina Solisa. Obaj teraz dołączą do drużyny i mam nadzieję, że za tydzień pokonamy u siebie Unię Hrubieszów. (ogor)

Lewart - Unia 2:2
Bramki: Serwin(37), Mitura (78 z karnego) - Adamczyk (22), Kaczor(72)

(Dziennik Wschodni 15 maja 2006)

DOCZEKALI SIĘ

UNIA BEŁŻYCE - CZARNI DĘBLIN 4:0

Do ósmej kolejki rundy rewanżowej musieli uzbroić się w cierpliwość sympatycy bełżyckiej jedenastki. Ale wreszcie doczekali się. Unia pokonała wysoko Czarnych Dęblin, a po dwa gole strzelili obrońca Robert Czępiński i napastnik Rafał Samolej. Cztery bramki muszą budzić zdziwieni, bo we wcześniejszych spotkaniach wiosny zespół Henryka Kamińskiego zdobył ich raptem dwie. Sytuacji było sporo, jednak nie tylko z jednej strony. W słupek trafił między innymi zawodnik gospodarzy Mariusz Adamczyk, a w rewanżu Jakub Bilke z Czarnych kopnął piłkę z rzutu wolnego w poprzeczkę. Wreszcie odblokował się Samolej, który w 26 minucie wykorzystał rzut karny. Dorobek napastnika Unii, jak i całego zespołu, mógł być jeszcze okazalszy, ale i tak nie ma co narzekać. (ogor)


(Dziennik Wschodni 08 maja 2006)


ZAGRAĆ W LEPSZYM KLUBIE
Rozmowa z Rafałem Samolejem, strzelcem 10 bramek w rundzie jesiennej.

Z czwórki beniaminków najwyżej po rundzie jesiennej plasuje się Unia Bełżyce. Podopieczni trenera Henryka Kamińskiego, z dorobkiem 19 "oczek", zajmują ósme miejsce. Spora w tym zasługa Rafała Samoleja, który strzelił 10 bramek. - Nigdy nie stawiam sobie za cel zdobycie określonej ilości goli. Najważniejsze, aby wygrał zespół, a z faktu, że to mnie przypadła rola najskuteczniejszego piłkarza w drużynie, należy się tylko cieszyć - przyznał napastnik Unii, który w ubiegłym sezonie, w okręgówce, strzelił 29 bramek i został królem strzelców V ligi.
- Latem o mały włos nie przeprowadziłeś się do Tomaszowa Lubelskiego.
- Kluby jednak nie doszły do porozumienia. Z perspektywy czasu, nie żałuję, że zostałem w Bełżycach.
- Teraz to może się jednak zmienić.
- Liczę się z tym, że moja gra i skuteczność w rundzie jesiennej mogły zwrócić uwagę działaczy innych klubów. Jednak na razie nie otrzymałem żadnych propozycji. Nie ukrywam, że chciałbym zagrać w lepszym zespole niż Unia.
- Z grona beniaminków to właśnie wam daje się największe szanse utrzymania. Pierwszy krok już wykonaliście.
- Ale przed zespołem jeszcze wiosna, która zawsze jest trudniejsza. Proszę jednak zauważyć, że wygrywając dwa mecze można awansować "na pudło". Tak samo jest w przypadku porażek, które mogą zepchnąć na miejsce spadkowe. Trenera czeka więc wiele pracy, aby odpowiednio przygotować zespół.
- Co przede wszystkim należy poprawić?
- Na pewno musi zmienić się mentalne podejście do rywali. W meczach z silnymi drużynami wypadliśmy bardzo dobrze. Mało tego, nie przegraliśmy z nimi. Gorzej jest, gdy gramy z ekipami z dołu tabeli. Chyba ich lekceważymy, co odbija się na wynikach. Straciliśmy za dużo punktów, chociaż i tak uważam, że z tym składem Unię stać na wywalczenie trzeciego miejsca na finiszu rozgrywek.
- Sezon jednak rozpoczęliście nie najlepiej...
- Po pierwsze mieliśmy trudny "rozkład jazdy". Po drugie, do drużyny dołączyło wielu nowych zawodników. Potrzebowaliśmy czasu na zgranie.
- Poniżej oczekiwań spisuje się Krzysztof Kaczor, który doszedł latem, żeby strzelać bramki.
- Wielu goli nie zdobył, ale miał kilka ważnych asyst, co też jest istotne. Na pewno pod koniec rundy trudno było mu się wpisać na listę strzelców, bo został przesunięty do środka pomocy. Wierzę jednak, że wiosną Krzysiek się rozstrzela.
- W trakcie sezonu trener Henryk Kamiński nieraz chciał pożegnać się z klubem...
- Na szczęście zarząd był skuteczny i przekonał go do pozostania. Nie wiem jak będzie teraz. Nie chcę również publicznie roztrząsać, co byłoby lepsze - jego odejście czy pozostanie. Jestem piłkarzem, mam grać, a nie zatrudniać trenerów.

Rozmawiał
Marcin Prażmowski
( Dziennik Wschodni 21 listopada 2005)


Sensacyjny wynik w Radzyniu

Unia strzeliła i broniła

Unia Bełżyce jako drugi zespół w tej rundzie wyjechał z Radzynia z punktem. Szybko objęte prowadzenie przez przyjezdnych i ich rozważna obrona w drugiej części spotkania sprawiła, że zawodnicy lidera nie mogli zagrać tego do czego przyzwyczaili kibiców. Wielu obserwatorów stwierdziło, że był to najsłabszy mecz na własnym boisku w wykonaniu radzynian.
Spotkanie od początku ułożyło się dobrze dla gości. W dziesiątej minucie w polu karnym Marcina Solisa sfaulował Damian Pietroń i sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł najskuteczniejszy w szeregach Unii Rafał Samolej i zmienił karnego na bramkę. Dla napastnika z Bełżyc było to 10. trafienie w sezonie, a trzecie z rzutu karnego. Prowadzenie gości nie utrzymało się długo. Osiem minut po jego objęciu wyrównującą bramkę zdobył najskuteczniejszy w IV lidze Damian Panek. Król strzelców z zeszłego sezonu wykorzystał doskonałe zagranie Marcina Chyły i 5. metrów pokonał Kamila Styżeja. W pierwszej odsłonie, bramce Unii zagrozili jeszcze Chyła i Marek Piotrowicz, lecz piłka po ich strzałach nie znalazła drogi do bramki.
Druga odsłona wyglądała podobnie w wykonaniu obu drużyn. Spomlek atakował i próbował strzelić zwycięską bramkę, zaś Unia kontratakowała. W 72 minucie gospodarze byli bliscy objęcia prowadzenia. Piłka po strzale Chyły z rzutu wolnego zmierzała w okienko, lecz Styżej zdołał ją musnąć i trafiła tylko w poprzeczkę. Trzy minuty później gorąco było pod bramką Artura Dadasiewicza. Na 12 metrze piłkę dostał Solis i uderzył na bramkę. Piłka po jego strzale odbiła się od słupka i wpadła w ręce bramkarza. W ostatniej minucie jeszcze raz zaatakowali gospodarze, ale i tym razem piłka po strzale z głowy Chyły nieznacznie minęła poprzeczkę. Po tej akcji sędzia zakończył spotkanie, po którym to zawodnicy beniaminka mogą być bardziej zadowoleni z wyniku. Wszak przed nimi tylko Stali Kraśnik udało się odebrać komplet punktów liderowi.

Kamil Balcerek

TRENERSKIE GŁOSY

Marek Majka - Spomlek

" Mecz od początku ułożył się dobrze dla gości. Szybko strzelili bramkę z karnego, ale my równie szybko wyrównaliśmy. Później staraliśmy się strzelić zwycięską, lecz nic nie chciało wejść. W tym spotkaniu zabrakło nam trochę szczęścia, ponieważ kilka razy byliśmy naprawdę blisko strzelenia gola. Wprowadziłem Sławomira Skorupskiego od pierwszej minuty, jednak lepiej idzie mu gdy wchodzi z ławki".


Henryk Kamiński - Unia Bełżyce

"Strzeliliśmy pierwsi bramkę, lecz nie potrafiliśmy zbyt długo utrzymać prowadzenia. Moja drużyna zagrała bardzo ambitnie i z dużym zaangażowaniem. Wynik tego meczu bardzo mnie cieszy, choć muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziony postawą drużyny Spomleku. Po ich przewadze w tabeli i zdobytych dotychczas punktach spodziewałem się, że pokażą lepszą piłkę".


(Lubelski Sport Express 14 listopada 2005)

SENSACJA BYŁA BLISKO

Do sporej niespodzianki doszło w Radzyniu Podlaskim, gdzie główny pretendent do awansu - Orlęta Spomlek, zaledwie zremisował z Unią Bełżyce 1:1. - Gospodarze niech się cieszą z tego punktu, bo my byliśmy bliżsi wygranej"- powiedział po meczu Henryk Kamiński, trener beniaminka. - Nie załamujemy się, bo i nie mamy powodu. Rundę zakończyliśmy bez porażki, z dużą przewagą nad drugą w tabeli Stalą - uważa Marek Majka. Szkoleniowiec gospodarzy przyznał, że Unia okazała się wymagającym rywalem i to, że jako drugi zespół w tym sezonie, urwała mistrzom jesieni punkty nie jest dziełem przypadku. - Pokazali się z dobrej strony. Poza tym mecz bardzo szybko im się ułożył. Sędzia dyktując takiego karnego, musi mieć niezłe "plecy" - podkreślił trener Spomleku, który nie mógł pogodzić się z decyzją arbitra z początku meczu. W 10 minucie sędzia Bartłomiej Mańka, w starciu w polu karnym Damiana Pietronia z Marcinem Solisem, dopatrzył się przewinienia obrońcy gospodarzy i wskazał na "wapno". Rzut karny pewnie egzekwował Rafał Samolej, który w tej rundzie strzelił swoją 10. bramkę.
Radość Bełżyczan z prowadzenia nie trwała długo. Najwidoczniej Damian Panek poczuł na plecach oddech goniącego go w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców Samoleja i w 18 minucie doprowadził do wyrównania. Najlepszy strzelec IV ligi wykorzystał idealne dośrodkowanie z rzutu wolnego Marcina Chyły.
Podopieczni trenera Henryka Kamińskiego bliscy byli sprawienia olbrzymiej niespodzianki, jednak zabrakło im szczęścia. W 75 minucie piłkę w pole karne dośrodkował Arkadiusz Perduta, dopadł do niej Solis i z 5 m. trafił w słupek. - A już widziałem piłkę w siatce - skomentował później uderzenie swojego zawodnika trener Bełżyczan.

(MAP)

( Dziennik Wschodni 14 listopada 2005)

SAMOLEJ OGRAŁ CHEŁMIANKĘ

Byliśmy zdeterminowani po niechlubnej porażce z Włodawianką. Nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko zrehabilitować się za tamtą wpadkę- przyznał Henryk Kamiński szkoleniowiec Unii Bełżyce. 6 listopada jego podopieczni odprawili z kwitkiem Chełmiankę wygrywając 3:1. Bohaterem meczu był Rafał Samolej, który popisał się hat-trickiem. Napastnik beniaminka już w 2 minucie pokonał Szymona Bisko. Kolejne dwie bramki dołożył po przerwie, wykorzystując podania Kamila Dudka i Dominika Malesy.


( Dziennik Wschodni 7 listopada 2005)

ODDECH UNII

Po ostatnim gwizdku spotkania Unii z Orlętami można było usłyszeć w Bełżycach głośny oddech ulgi. Po sześciu meczach bez zwycięstwa zespół prowadzony przez Henryka Kamińskiego wreszcie zainkasował komplet punktów. (...) Natomiast jedenastka z Łukowa doznała pierwszej porażki. Zdecydował o tym celny strzał głową Rafała Samoleja, który wykorzystał dośrodkowanie Kamila Dudka. Wcześniej kilka wybornych sytuacji zepsuł Krzysztof Kaczor, a Mariusz Adamczyk przymierzył w słupek.


"Czerwień" Malesy

Unia Bełżyce po raz trzeci z rzędu zagrała na własnym boisku i po raz trzeci nie zdołała wywalczyć kompletu punktów. Piłkarze trenera Henryka Kamińskiego ulegli Lubliniance 1:3. Honorowe trafienie dla gospodarzy zaliczył Mariusz Adamczyk., który zmienił w przerwie Krzysztofa Kaczora. Lublinianka zrehabilitowała się za porażkę w pierwszej kolejce z Unią Hrubieszów 1:4. W końcówce gospodarze grali w osłabieniu, ponieważ za czerwoną kartkę boisko opuścił Dominik Malesa.

Unia Bełżyce- Lublinianka 1:3 (0:1)

Bramki: Adamczyk (63),- Krupa (40), Pilipczak (75), Gralewski (83).

Unia: Styżej, R. Czępiński, Wężyk, Solis, K. Zieliński (Ł. Ptaszyński ), Malesa, Maksymowicz (M. Pietras), T. Kamiński (83 Stawowy), Perduta, R. Samolej, Kaczor (46 Adamczyk).

Lublinianka: Herda, Moryc, Zagrodniczek, Pilipczak, Woźniak (68 Mokijewski), Borowski (88 Czwodziński), Sebastianiuk, Konrad Zieliński, Chmielnicki, Gralewski, Krupa (86 Buczyński).

Żółte kartki: Malesa, Krupa,
Czerwona kartka: Malesa

(Dziennik Wschodni 29.08.2005r.)

Z POMOCĄ I- LIGOWCÓW

Rzadko się zdarza aby bramki padały po strzale z połowy boiska. A jednak. Sztuki tej dokonał Rafał Kaczmarczyk. Piłkarz rezerw Górnika Łęczna popisał się kapitalnym lobem i w doliczonym czasie gry ustalił rezultat spotkania z Unią Bełżyce.
"Zielono - czarni" wzmocnieni piłkarzami z pierwszoligowej kadry, gładko uporali się z beniaminkiem i to na ich boisku mimo... że to podopieczni trenera Sławomira Pongowskiego byli gospodarzami tego spotkania. Górnik nie może jednak grać w Łęcznej, bowiem nadal trwają prace przy boisku, które ma mieć sztuczne nawierzchnię.
Mimo, że w spotkaniu padło pięć goli, na pierwsze trafienie kibicom przyszło czekać do 57 minuty. Wówczas dokładną piłkę w pole karne otrzymał Remigiusz Jezierski, umiejętnie się zastawił i po pewnym uderzeniu pokonał Kamila Styżeja. Gospodarze praktycznie tylko raz zagrozili poważnie bramce Przemysława Tytonia. Jeszcze w pierwszej połowie na czystą pozycję wyszedł Krzysztof Kaczor, jednak w ostatniej chwili napastnika gospodarzy faulem powstrzymał Michał Tarczyluk. O tę sytuację gospodarze mieli największe pretensje. - Dla mnie był to faul na czerwoną kartkę - uważa Henryk Kamiński szkoleniowiec Unii.- Arbiter uznał inaczej, jednak gdyby usunął z boiska zawodnika gospodarzy, kto wie jakim wynikiem zakończyłby się ten mecz. Jednak nie tylko do decyzji sędziego, ale i postawy całej drużyny, trener Kamiński miał sporo zastrzeżeń. - Zagraliśmy gorzej niż z Podlasiem. Moi piłkarze najwidoczniej przestraszyli się Górnika, szczególnie tych zawodników, którzy mają za sobą występy na pierwszoligowych stadionach - komentował trener bełżyczan.
- Wreszcie mogłem przebierać w składzie - cieszył się natomiast szkoleniowiec Górnika II Sławomir Pongowski.- Mogliśmy wygrać wyżej, jednak chociażby Dawid Sołodecki strzelił w słupek. Jak ocenię występ Tytonia? Miał bardzo mało pracy. Te piłki, które mógł obronić, pewnie wyłapał.

Górnik II Łęczna - Unia Bełżyce 4:1 (0:0) Bramki: Jezierski (57), Sołdecki (74), Osuch (85), Kaczmarczyk (90+1), Samolej (90)

Górnik II: Tytoń, Wywrocki, Jankowski, Tarczyluk, Jędrzejuk, Osuch, Kaczmarczyk, Nikitović, Sołdecki (80 Kasperek), Szymanek (46 Krakiewicz), Jezierski.

Unia: Styżej, Czępiński, Wężyk, Solis (42 Stawowy), Zieliński, Malesa (86 Ptaszyński), Maksymowicz, T.Kamiński (59 Dudek), Perduta, Samolej, Pietras

(Dziennik Wschodni 22 sierpnia 2005)